RECENZJE

“Skazany na trening” – recenzja książki

Chcesz dowiedzieć się, czym jest kalistenika i jak skutecznie ćwiczyć z masą własnego ciała? Ten podręcznik pomoże zbudować trening bez obciążenia w domu.

Książka Paula Wade’a “Skazany na trening” jest podręcznikiem, który uczy starej kalisteniki. Autor, były więzień, odsiadywał wyrok w jednej celi z komandosem Navy SEALs, w książce opowiada o swojej przygodzie ćwiczeń z ciężarem własnego ciała.

Krok po kroku opisuje drogę, którą można dojść do perfekcyjnego wykonania “wielkiej szóstki”. “Wielką szóstką” Wade nazywa sześć podstawowych ćwiczeń, które wykonujemy ciężarem własnego ciała: pompki, przysiady, podciągnięcia, wznosy nóg, mostek i pompki w staniu na rękach. Proste? Nic bardziej mylnego.

Autor opisuje kolejne kroki, których wykonanie ma nas doprowadzić do ostatniego poziomu ćwiczenia – mistrzowskiego, jednocześnie przekonuje, że “wielka szóstka” angażuje wszystkie partie mięśniowe, dlatego rozwijamy się proporcjonalnie.

6
Scan pochodzi z książki Skazany na trening, P. Wade.

Kalistenika wg Wade’a zasady

Aby opanować do perfekcji wykonanie poszczególnych ćwiczeń musimy przejść aż 10 kroków. Ostatnim poziomem pierwszego ćwiczenia, czyli pompek są pompki na jednej ręce.

Byłam zdziwiona, kiedy okazało się, że pierwszym krokiem nie są wcale pompki na kolanach czy też zwykłe pompki, ale pompki przy ścianie, które każdy zdrowy człowiek potrafi wykonać.

Inną kwestią jest liczba powtórzeń i serii. Każdy z dziesięciu kroków składa się z 3 mniejszych progów i dopiero osiągnięcie 3 pozwala przejść do następnego kroku. To tak jakby stała przed nami wysoka, zbudowana jest z 10 szczebli drabina. Odległość poszczególnych szczebli od siebie jest zbyt duża, abyśmy mogli zrobić krok i wspiąć się wyżej. Dlatego stosujemy małe trzy podpórki, dopiero po pokonaniu trzeciej możemy wejść na kolejny szczebelek.

przysiady

Od zera do mastera

Aby przejść do przysiadów scyzorykowych musimy pokonać przysiady w staniu na barkach. Naszym celem treningowym w pierwszym kroku jest pokonanie trzeciego progu przejścia składającego się z 3 serii po 50 powtórzeń. Dopiero wtedy możemy wskoczyć na wyższy level.

Autor książki radzi, aby, niezależnie od naszego stopnia zaawansowania i wytrenowania zaczynać zawsze od początku. Chodzi o wyrobienie pewnego nawyku, pamięci i naukę nowych ruchów. Jeśli bez problemu wykonujemy krok pierwszy po prostu szybciej awansujemy na wyższy poziom.

Jeśli jednak zaczniemy np. od kroku 8, bo wydaje nam się, że przecież potrafimy robić półprzysiady na jednej nodze, może się okazać, że nie jesteśmy w stanie zmierzyć się z progiem średniozaawansowanym, czyli 2 seriami po 10 powtórzeń.

Autor szczegółowo opisuje każdy z dziesięciu kroków wielkiej szóstki i ćwiczenia, które prowadzą do poziomu mistrzowskiego.

O czym jest książka Skazani na trening?

Autor we wstępie opisuje różnice między starą szkołą kalisteniki a współczesną i czyni ukłon w stronę pierwszej. Ta książka jest świetna dla osób, które kompletnie nie znają się na treningach z masą własnego ciała, ale zaawansowani również znajdą coś dla siebie.

Napisana jest bardzo prostym i zrozumiałym językiem, wzbogacona została zdjęciami, które obrazują poprawne wykonanie każdego ćwiczenia. Poziom mistrzowski nie musi być naszym celem. Możemy poprzestać na zwykłym podciąganiu się, albo pompkach w staniu na rękach, to od nas zależy ile chcemy się nauczyć.

W pierwszej części książki zostały opisane również skomplikowane modyfikacje ćwiczeń, a w części drugiej bardziej zaawansowane kombinacje, np. flaga.

Kolejnym plusem propozycji Paula Wade’a jest gotowa ściągawka z rozpisanymi treningami. Są to naprawdę bardzo różnorodne programy treningowe, od 3 dni w tygodniu po 6, wyłącznie z masą ciała, ale też hybrydowe – dla kogoś kto nie chce rezygnować z treningu siłowego.

Autor szczerze uprzedza, że może być tak, że osiągnięcie kolejnego poziomu będzie długotrwałe i mozolne więc osobom nastawionym na szybki efekt nie spodoba się metoda Wade’a.

Czego w książce brakuje?

  1. W książce zabrakło mi ćwiczeń wspomagających kroki pierwsze “wielkiej szóstki”. Pierwszym krokiem do wykonania pompki w staniu na rękach jest stanie na głowie. Mam pewne wątpliwości, czy osoba początkująca będzie potrafiła sama to zrobić. I nie mówię o fizycznym wykonaniu, o sile, technice itd, ale o pokonaniu lęku związanego z przyjęciem nienaturalnej pozycji.
  2. Nie zgodzę się też z niesprawiedliwą krytyką treningu siłowego przy jednoczesnej laudacji kalisteniki. Autor twierdzi, że “Przeciętny trenujący człowiek – jeśli nie jedzie na steroidach – notuje z roku na rok tylko niewielkie przyrosty masy mięśniowej, a jeszcze mniejszy postęp w realnej sprawności fizycznej”. Myślę, że jestem przykładem osoby, która bez wspomagaczy w zdecydowany sposób poprawiła nie tylko sprawność fizyczną, ale i siłę mięśniową.
  3. Autor mija się także z prawdą, gdy podaje przykład antycznych rzeźb twierdząc: “Atleci, którzy pozowali do tych rzeźb, byli bajecznie muskularni i bez problemu wygraliby współczesne zawody kulturystyczne”. Nie zabieram głosu w sprawie potencjalnej wygranej w zawodach, bo nie znam się na tym, ale teza, że atleci, którzy pozowali do antycznych rzeźb byli bajecznie muskularni nie jest prawdą… Nie ma i nie było ludzi, którzy posiadali tak harmonijne ciała. Dzisiaj wiemy, że proporcje antyczne są wymysłem rzeźbiarzy. Tematem antycznego piękna interesuję się od  dłuższego czasu i chętnie podzielę się z Wami swoją wiedzą.

Mit Herkulesa i pięknej Kleopatry…

Pojęcie piękna w starożytnej Grecji ściśle wiązało się z duchowością, z dobrym wychowaniem, z boskością. Kult ciała łączył się ze sportem, a zwycięzcę igrzysk uważano za wybrańca bogów – musiał on być kimś pięknym i wyjątkowym. Greccy rzeźbiarze  starannie tworzyli swe rzeźby i zwracali uwagę zwłaszcza na mięśnie i proporcje, ale to wszystko służyło podkreśleniu mechanizmu ciała oraz fenomenu jego działania (Zob. E.H.J. Gombrich, O sztuce, Poznań, 2008, s.87,89).

Grecki kanon i jak być Herkulesem?

Sokrates uważał, że chcąc przedstawiać piękne kształty ludzkie, przy jednoczesnej niemożliwości znalezienia idealnego człowieka o nieskazitelnym wyglądzie i proporcjach, należy go wymyślić i z kilku, czy też kilkunastu osób złączyć to, co w każdym z nich najpiękniejsze. Pisał o tym m.in Karol Estreicher w książce Historia sztuki w zarysie (Kraków, 1986, s.145).

O greckich proporcjach pisze również Gombrich w książce O sztuce:

Nie ma żywego ciała tak całkowicie symetrycznego, dobrze zbudowanego i pięknego jak te w greckich posągach. Ludzie często myślą, że artyści patrzyli na wiele modeli i eliminowali to, co się im nie podobało, że potem upiększali go usuwając nieregularności i rysy, które nie zgadzały się z ich ideałem doskonałości […] Greckie podejście było zupełnie odwrotne […] Są to istoty z innego świata, nie dlatego, że Grecy byli zdrowsi, czy piękniejsi niż inni ludzie, nie ma powodu, by tak myśleć ale dlatego, że sztuka w ytym momencie osiągnęła punkt, w którym to co indywidualne ustawione było w nowej i delikatnej równowadze […]

E.H.J. Gombrich, op.cit, s.103-104

Cielesność w starożytnej Grecji

Greckie piękno było czymś w rodzaju symulakry, stwarzanym przez artystów fantomem, który nie miał swojego rzeczywistego wzorca. We współczesnej kulturze masowej obserwuje się dążenie do urzeczywistnienia tego wyimaginowanego kanonu piękna, które rości sobie prawo do bycia uniwersalnym.

Cielesność w starożytności była jedynie opakowaniem dla piękna duchowego. Grecy żyli zgodnie z pojęciem kalokagatia, kalos kagathos, czyli piękny i dobry. A cnota, jaką było dobro, wymagała nieskazitelnej otoczki zewnętrznej, stąd też greckie ciała były tak idealne. 

Prezentowane sylwetki były jedynie wyobrażeniem, marzeniem o idealnym pięknie, którego zasady utworzył Poliklet i nazwał je kanonem (np. wedle tego prawa stopa ludzka powinna liczyć 1/6 wysokości ciała, a głowa mieścić 7 razy w posągu, co dawało 1/8 wielkości ciała, tors wpisany w kwadrat, itd.).

Powiem Wam jeszcze, że Kleopatra piękną nie była, a o seksualności Achillesa i wyglądzie Heraklesa też można dyskutować. Serio 🙂

Similar Posts