Moja metamorfoza

Moja metamorfoza cz. III z eklerka rośnie crossfiterka

Udostępnij

Po kilku tygodniach postanowiłam, że muszę wziąć się w garść, ale jak kiedy nie potrafię sama wstać z łóżka? Do tego doszła świadomość braku treningów, która dokuczała coraz bardziej. Jak człowiek robi to, co lubi to od razu myśli zmieniają się na bardziej pozytywne.

W końcu wstałam o własnych siłach i przywdziawszy kostium Robocopa (uwierzcie, że osprzęt ortopedyczny wygląda kosmicznie) spojrzałam z politowaniem w lustro i pomyślałam: No, księżniczko, ale żeś się pięknie urządziła, ale już pora poprawić koronę i zasuwać! Dosyć tego rozpaczania i leżakowania!

Boże dałeś chęci, daj i możliwości

W końcu po dłuższym czasie wróciłam na siłownię. Moja motywacja do ćwiczeń spadła. Ćwiczenia, które lubiłam wykonywać były poza moim zasięgiem, ale wiedziałam, że wszystko minie, że wrócę do zdrowia i sprawności. Mimo utrudnień nie poddałam się, postanowiłam, że będę walczyć i ćwiczyć.

Każdy trening kosztował mnie wiele. Nie robiłam nic ponad to, ile mogłam. Zmieniałam objętość treningu, starałam się, aby był zróżnicowany i aktywował wszystkie grupy mięśniowe, nie obciążając nadmiernie żadnej z nich. Sport daje mi dużo sił, nie tylko fizycznych, ale też chodzi o pewną równowagę mentalną. Osoba aktywna sportowo szybciej się regeneruje. Myślę, że głównie dzięki treningom i dobrym ludziom wokół wróciłam do zdrowia i znalazłam się w tym miejscu, w którym jestem.

Powoli zaczęłam od nowa swoją przygodę na siłowni. Tym razem miałam już ciało przygotowane do ćwiczeń, posiadałam wiedzę i umiejętności. Zaczęłam od nowa, ale nie od początku.

Z lewej strony 2021, z prawej 2015

Jak schudłam?

Podeszłam na sprawy bardzo rozsądnie i spokojnie. Wiedziałam, że cud diety, herbatki i koktajle odchudzające, które kosztują krocie nie są dla mnie. Zależało mi na efekcie stałym nie chwilowym. Jadłam to, co jest dostępne w każdym sklepie spożywczym. Na śniadanie głównie przeważały jajka pod różną postacią – jajecznica, omlety.

Nie ważyłam się, ale miałam zeszycik, w którym zapisywałam swoje obwody, one były dla mnie wyznacznikiem. Było to pięć miar: obwód ramienia, talii, bioder w najszerszym miejscu, ud i łydki. Mierzyłam się co miesiąc pamiętając, która strona była mierzona. Mierzyłam się mniej więcej o tej samej porze.

Na początku metamorfoza idzie świetnie, ciało zaczyna topnieć, obwody maleć, a sylwetka nabierać ładnych kształtów. Później jest trudniej. Zrozumiałam, że nie ma czegoś takiego, jak chudnięcie z jednej części ciała. Jedni będą w większym stopniu gubić kilogramy w biodrach inni w brzuchu.

Wyznaczałam sobie bliskie cele – tygodniowe, np. przez tydzień spróbuję pić więcej wody. Piłam 3-4 litry dziennie (było lato, a ja ćwiczyłam dużo), moja skóra zaczęła wyglądać lepiej, cellulit się zmniejszał i energia wracała. Nie czułam się senna, apatyczna, sport dodawał mi energii, a kiedy jej brakowało z pomocą przychodziła woda. Po tygodniu nie wyobrażałam sobie, że można pić mniej. I zostałam z wodą na stałe, bo organizm sam się upomina o nią.

Jeśli chodzi o jedzenie zaczęłam jeść więcej i wybierałam produkty bez cukru i białej mąki. Na jakiś czas to wystarczało, ale po pewnym czasie potrzebowałam zmiany – rozpiski żywieniowej ułożonej pod moją aktywność fizyczną i pod treningi.

Początkowo sama wybierałam produkty do spożycia, próbowałam je łączyć, ale to zabierało zbyt wiele czasu, dlatego poszłam do dietetyka po gotowy plan żywieniowy.

Rok treningów 2015 i 2016

Ciesz się życiem i zdrowiem!

Myślę, że najważniejsze jest to, aby wybrać taką formę aktywności, która będzie sprawiać nam radość. Nie ma sensu zmuszać się do biegania czy siłowni jeśli tego nie lubimy. Istnieje mnóstwo dyscyplin, które czekają, aby je odkryć i pokochać.

Ćwiczę nadal, nieustannie, a sport sprawia mi ogromną radość. Ćwiczenia stały się częścią mojego dnia, a że każdy trening jest inny nie nudzę się. Aby przełamać rutynę wymyślam nowe plany, zestawy ćwiczeń i nowe formy aktywności, jak np. squash. Ćwiczę regularnie i jestem w stałym kontakcie z dietetyczką. Nie odmawiam sobie słodyczy, kiedy mam na nie ochotę. Poznałam pracę swojego organizmu, mięśni i nawet dobrze się dogadujemy.

Mogliście przeczytać w części I metamorfozy, że w moim przypadku powody do odchudzania były prozaiczne. Ot chciałam się wystroić, ale płaszczyk nie chciał współpracować. Spojrzałam na siebie krytycznie i obiektywnie. Zobaczyłam, że już nie tylko moja osobowość nie mieści się w mniejszym rozmiarze, ale też i oponki. Pomyślałam sobie, że schudnę i to wyzwanie potraktowałam jako zadanie do wykonania.

Myślę, że idąc na siłownię wybrałam właściwą kolejność. Najpierw lekka zmiana nawyków żywieniowych i treningi grupowe na oswojenie. Później można próbować ćwiczyć samemu. Wszystko zależy od celu, jaki sobie wyznaczymy. Mój, jeszcze daleko przede mną, ale bardzo cieszę się z tego, co już osiągnęłam.

 

Udostępnij

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *