Są takie zabawki, które po wyjęciu z pudełka robią wrażenie przez pierwsze pięć minut, a później lądują gdzieś w kącie pokoju. I są też takie, które od razu uruchamiają dziecięcą wyobraźnię. Klorofil Kamper zdecydowanie należy do tej drugiej grupy.
Kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy, pomyślałam: „Ok, to nie jest zwykły kamper”. I faktycznie. Samochód jest właściwie tylko początkiem zabawy. Po otwarciu zamienia się w mały świat do opowiadania historii, podróżowania, gotowania, spania i oczywiście… wymyślania własnych przygód.
Przetestowaliśmy go i dziś dzielę się moimi wrażeniami.
Co znajdziemy w zestawie Klorofil Kamper ?

Zestaw jest całkiem konkretny, chociaż przyznam, że przy tak dużej zabawce spodziewałam się trochę większej liczby akcesoriów.
W pudełku znajdziemy:
- kamper z otwieranym dachem i drzwiami,
- figurkę zwierzątka – mors,
- stół piknikowy,
- elementy wyposażenia kampera.
Pierwsze, co zwraca uwagę, to oczywiście kolorystyka. Klorofil ma swój charakterystyczny, trochę bajkowy styl, który dobrze się sprawdza. Zabawka jest kolorowa, ale nie wygląda jak przypadkowy zbiór wszystkiego, co można było do niej dołożyć.
Kamper, który jest czymś więcej niż samochodem


I tutaj zaczyna się cała zabawa.
Dach kampera można całkowicie otworzyć. Po jego rozłożeniu otrzymujemy dodatkową przestrzeń, która może być sypialnią albo pokojem zabaw. Są obrotowe siedzenia, kuchnia ze zlewem i piekarnikiem, a nawet wysuwany telewizor. Niby drobiazgi, a właśnie takie elementy najbardziej angażują dziecko.
Bo można zrobić śniadanie, potem ruszyć w podróż, zatrzymać się na piknik, przygotować nocleg, obejrzeć telewizję i rano znowu ruszyć w drogę. I to jest dla mnie chyba największa zaleta tego kampera, czyli nie narzuca jednego sposobu zabawy. Dziecko samo tworzy historię.
Raz kamper jedzie na wakacje, innym razem jest domem, a jeszcze innym miejscem, w którym zwierzątko urządza sobie całkiem poważne życie.
Rączka do przenoszenia: detal, który naprawdę ma sens

Bardzo podoba mi się rozwiązanie z rączką, ale po rozłożeniu jest ona mało stabilna i składa się.
Kamper można wygodnie przenosić, a uchwyt chowamy w dachu, więc nie przeszkadza w zabawie. To praktyczne rozwiązanie, bo oczywiście dziecko może rozpocząć wielką podróż przez cały salon, ale po chwili okazuje się, że wycieczka obejmuje również kuchnię, przedpokój i pokój rodziców. Dobrze więc, że można tę całą konstrukcję po prostu złapać i przenieść.
Co podoba mi się najbardziej?

Przede wszystkim możliwość zabawy bez elektroniki.
Nie ma tutaj świateł i melodyjek. Zamiast tego są ruchome elementy i przestrzeń do wymyślania własnych historii. I bardzo dobrze.
Klorofil Kamper rozwija przede wszystkim wyobraźnię i zabawę w odgrywanie ról. Przy okazji dziecko manipuluje poszczególnymi elementami, otwiera, zamyka, przesuwa, obraca czyli cały czas coś się dzieje. Dla mnie dużym plusem jest też to, że zabawka nie kończy się na jednym pomyśle. Można do niej wracać i za każdym razem wymyślać inną historię.
Czy są minusy?

Oczywiście. Nie byłabym sobą, gdybym ich nie znalazła.
Pierwszy to liczba akcesoriów.
Sam kamper jest duży i ma sporo ciekawych elementów, ale w zestawie dostajemy tylko jedną figurkę (Mors Lena na zdjeciu) i stół piknikowy. Jak na cenę to trochę za mało. Mam wrażenie, że przy tak rozbudowanej zabawce aż prosi się o większą liczbę dodatków. Zwłaszcza że kiedy dziecko zaczyna tworzyć własne historie, bardzo szybko okazuje się, że jedna postać to trochę mało. Sam mors przecież nie będzie jechał na wycieczkę, ani kręcił się na karuzeli, a dokupienie zestawu czterech figurek to koszt ok 50 zł.
Drugi minus to miejsce.
To nie jest mały samochodzik, który można wrzucić do kieszeni czy plecaka. Kamper jest spory i po rozłożeniu potrzebuje jeszcze więcej przestrzeni. Jeśli w pokoju dziecka każdy centymetr podłogi jest już zajęty, trzeba będzie znaleźć dla niego stałe miejsce.
Trzecia rzecz – cena.
Klorofil Kamper nie należy do najtańszych zabawek. Przy zakupie warto więc zwrócić uwagę na aktualne promocje, bo różnice cenowe między sklepami potrafią być odczuwalne.
Po czwarte: rączka.
Jest ona świetnym pomysłem, ale przy rozłożeniu, dach powinien opierać się na niej. Niestety często składa się więc trzeba ją poprawiać.
Klorofil Kamper: plusy
- bardzo ciekawa forma zabawy,
- dużo ruchomych elementów,
- otwierany dach zmieniający kamper w przestrzeń do zabawy,
- kuchnia, piekarnik, zlew i wysuwany telewizor,
- obracane siedzenia,
- rozwija wyobraźnię i zachęca do odgrywania ról,
- nie wymaga baterii,
- dobra jakość wykonania,
- zabawka może rosnąć razem z zainteresowaniami dziecka.
Klorofil Kamper – minusy
- w zestawie jest tylko jedna figurka – Mors Lena,
- przydałoby się więcej akcesoriów,
- zajmuje sporo miejsca,
- cena jest wysoka,
- niedopracowany uchwyt.
Czy Klorofil Kamper jest wart zakupu?

Moim zdaniem tak, ale pod jednym warunkiem – dziecko musi lubić zabawę w opowiadanie historii.
Jeżeli maluch kocha samochody, podróże, domki, gotowanie i wymyślanie własnych historii, jest spora szansa, że Kamper szybko stanie się jedną z ulubionych zabawek. To trochę jak mały domek na kółkach. Niby mamy samochód, ale po otwarciu okazuje się, że dostajemy całą przestrzeń do zabawy.
I właśnie to robi na mnie największe wrażenie. Nie chodzi o to, żeby dziecko nacisnęło przycisk i przez pięć minut patrzyło, co się wydarzy. Tutaj to dziecko decyduje, co wydarzy się dalej. Dzisiaj jedziemy nad morze, jutro w góry, a pojutrze… cóż, zobaczymy.
Moja ocena
Klorofil Kamper to jedna z tych zabawek, które bardziej doceniam po czasie niż w momencie otwierania pudełka. Im dłużej się nią bawimy, tym więcej pomysłów na wykorzystanie kolejnych elementów się pojawia. Zwłaszcza, że rodzajów zabawek Klorofil jest dużo i można zbudować mini miasteczko: kamper, szkoła, szpital, wiatrak itd.
Czy jest idealny? Nie. Zdecydowanie dorzuciłabym do zestawu jeszcze kilka figurek i akcesoriów. Zwróciłabym uwagę na lepsze dopracowanie uchwytu. Cena również mogłaby być trochę bardziej przyjazna.
Ale jeśli szukacie zabawki, która nie tylko wygląda dobrze na półce, ale przede wszystkim daje dziecku pole do własnej kreatywności, Klorofil Kamper jest naprawdę ciekawą propozycją. I coś czuję, że na jednej podróży się tutaj nie skończy 🙂

