Moja metamorfoza

Moja metamorfoza cz.II pączek staje się eklerkiem

Udostępnij

Pewnego wakacyjnego dnia dowiedziałam się, że w pobliżu została otwarta nowa siłownia. Teraz nie mam już wymówek – pomyślałam przerażona i nieśmiało poszłam zorientować się. Mimo ogromu wątpliwości, o których mogliście przeczytać w poprzednim wpisie (Motywacja do odchudzania) podpisałam umowę i z obawą przekroczyłam drzwi szatni.

Trafiłam do odpowiedniego miejsca i spotkałam wspaniałą trenerkę. Dzięki niej mój problem, szczególnie ten siedzący w głowie zmalał. Przeczytajcie koniecznie moją rozmowę z trenerką Magdą. To dzięki niej wszystko się zaczęło. Ona zachęciła mnie do pisania bloga i opisania metamorfozy.

Pamiętam nasze pierwsze spotkanie i analizę składu ciała. Poprosiłam, aby nie mówiła mi ile ważę. Teraz już wiem, ile to było kostek smalcu czy jak kto woli torebek cukru. Zgodnie z umową trenerka poinformowała mnie o procentowym składzie ciała i choć starała się powiedzieć, że nie jest źle – wiedziałam, że czeka mnie dużo pracy.

Początki na siłowni

Wcześniej uprawiałam tenis stołowy i prowadziłam dość aktywny tryb życia, ale o treningu siłowym nie miałam pojęcia. Aby oswoić się z nowym miejscem biegałam po bieżni. Wszystkie programy znałam na pamięć. Z perspektywy czasu myślę, że wybrałam też dobry moment na rozpoczęcie przygody z siłownią. Nowy klub, do tego wakacje więc mało ludzi.

Wkręciłam się w treningi, chodziłam jakieś 6-7 razy w tygodniu na zajęcia grupowe. Tak zaczęłam się moja przygoda z siłownią. Pojawili się fajni ludzie, nowi znajomi, dzięki którym rodziła się przyjacielska atmosfera. Na zajęciach każdy wzajemnie się motywował, dodawał sił do kolejnego powtórzenia. Ćwiczyliśmy razem i naprawdę nie miało znaczenia czy obok stał ktoś w rozmiarze 34 czy 46, dziewczyna czy chłopak.

Miesiące uciekały, a wraz z nimi centymetry i kilogramy. Początkowo obwody zmniejszały się bardzo szybko. Nauczyłam się też, że waga czasami może nie drgnąć, dlatego ważniejsze od niej są centymetry. Trenowałam ciężko, zrezygnowałam z życia towarzyskiego, bo nie miałam czasu na znajomych poza siłownią.

Piszę o tym po to, abyście wiedziały, że efekty okupione są nie tylko ciężkim treningiem i zmianą nawyków żywieniowych, ale też relacjami międzyludzkimi. Wiele osób idzie na siłownię ze słomianym zapałem, widząc to, jak schudłam też chcą chudnąć. Miejcie jednak na uwadze, że efekt wow nie przychodzi łatwo. Widoczna jest metamorfoza, a nie droga do niej, a wtedy w głowie i wokół nas dzieje się dużo.

Jak schudnąć?

W końcu przyszła pora na rezygnację z ćwiczeń grupowych. Chciałam czegoś więcej. Czytałam i oglądałam dużo, a podpatrzone ćwiczenia sprawdzałam na sobie. Niektóre ćwiczenia czułam bardziej, w innych praca mięśni nie podobała mi się, więc nie kontynuowałam ich.

Po jakimś czasie organizm mój zaczął adaptować się do ćwiczeń obwodowych. Poczułam, że potrzebuję zmiany i wtedy z pomocą przyszedł trening siłowy. Zanim zdecydowałam się na trening siłowy oparty na trójboju przeprowadziłam wiele rozmów z osobami bardziej doświadczonymi. Nie wstydziłam się swojej niewiedzy, bo przecież każdy kiedyś zaczynał. Dowiedziałam się wiele, poznałam technikę wykonywania ćwiczeń złożonych, zainteresowałam się suplementacją i dietetyką.

Dziewczyny nie wierzcie w jakieś mity, że są męskie ćwiczenia i damskie. My nie mamy tyle testosteronu co mężczyźni więc jest nam trudniej zbudować masę mięśniową. Jeśli już ją w końcu zaczniemy mieć nie będzie takich kształtów i rozmiarów jak u mężczyzn – biologii nie oszukamy.

Miejscowe spalanie tkanki tłuszczowej

Idąc na siłownie musimy wiedzieć, co chcemy osiągnąć i po co to robimy. Nie chcesz mięśni, więc czego oczekujesz po treningach? Tkanki tłuszczowej? Często słyszę, że ktoś chce zgubić brzuch, wyszczuplić uda, zmniejszyć talię. Też chciałabym mieć czarodziejską różdżkę, za pomocą której w jednym miejscu dodałabym sobie centymetrów, w innym zabrała. Nie działa to w ten sposób. A pierwszy leci oczywiście biust.

Weszłam w ten świat, żyłam nim intensywnie, po pracy biegłam z torbą na siłownię nie mogąc doczekać się kolejnego treningu, na którym będę przekraczać swoje możliwości i osiągać lepsze wyniki. Żałuję, że nie potrafiłam wytłumaczyć sobie, nazwać swoich słabości i przełamać się choćby 4-5 lat wcześniej. Dlatego jeśli zastanawiasz się, czy warto pójść na siłownię i co robić na siłowni nie martw się, na pewno znajdziesz życzliwych ludzi wokół. Tam jest pełno osób z pasją, radosnych, optymistycznych, w gronie których chce się przebywać i można się uczyć.

Jak widzicie wszystko układało się pięknie – do września 2016 roku, gdy doznałam poważnego urazu. Spadłam ze schodów. Poprzestawiane kręgi szyjne, rozcięta głowa, noga do szycia, nadgarstek w stabilizatorze, stłuczenia i urazy całego ciała.


Zapraszam Was do ostatniej części mojej historii, w której znajdziecie odpowiedź m.in. na to, jak wróciłam do treningów po kontuzji oraz co zrobić, kiedy mimo ćwiczeń się nie chudnie.

Udostępnij

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *