Lifestyle

Przed operacją kolana – perspektywa pacjenta

Udostępnij

Operację kolana przeszłam 16 lipca (artroskopia + cięcie otwarte). W poprzednim wpisie opowiedziałam Wam o tym, co z mojej perspektywy – pacjenta, warto ze sobą zabrać na artroskopię kolana. Teraz chciałabym podzielić się z Wami moimi wrażeniami z pobytu w szpitalu. Myślę, że szczególnie skorzystają osoby, które wybierają się pierwszy raz do szpitala.

Co było najtrudniejsze?

Diagnoza i podjęcie decyzji, wyrażenie zgody na operację. Nigdy nie byłam w szpitalu. Bywały pojedyncze wizyty w SOR, ale jeszcze mi się nie zdarzyło żeby przez kilka dni leżeć w szpitalu. Najtrudniejsza jest decyzja i lęk przed nieznanym.

Pierwszy pobyt, w dodatku z perspektywą operacji. W sali gorąco, okna nie otworzysz, bo za oknem huczy sowa (naprawdę!), drzwi nie uchylisz, bo korytarz oświetlony jak Zakopane podczas nocy sylwestrowej. Czujesz zmęczenie, zniechęcenie, wkłucie w dłoń boli i ciężko się ruszyć, w końcu marzysz, żeby mieć już to za sobą i wrócić do domu.

I mimo najlepszej opieki i personelu medycznego szpitala, w którym byłam, leżenie w małej sali, kiedy za oknem żar tropików, z dala od domu, rodziny i przyjaciół, nie jest niczym przyjemnym.

Przed operacją kolana

Przed operacją kolana lepiej jest zrobić wszystko to, co chcemy niż odkładać na później, bo jednak mobilność po zabiegu będzie bardzo ograniczona. Myjemy włosy, jeśli potrzebujemy to depilacja (tak, kolano musi być przygotowane do operacji). Lubię dbać o siebie i czuć się kobieco w każdej sytuacji, a takie czynności jak uczesanie włosów poprawiają samopoczucie. Próżne? Być może, ale sprawia przyjemność, której w zastanej sytuacji brakuje.

Paznokci lepiej nie malować, z makijażu także można zrezygnować. Nie dlatego, że nie wypada. Po operacji będziesz spać, więc jak się obudzisz możesz mieć oczy od tuszu jak panda. A pandą lepiej nie być, bo do łazienki nie dasz rady pójść. Nie dasz, mówię Ci. Też myślałam, że sama wstanę ze stołu operacyjnego i pójdę na łóżko. No nie i nie dlatego, że jesteś zmęczona i brakuje sił (bo i po czym).

Powód jest bardziej prozaiczny – znieczulenie podpajęczynówkowe, które od pasa w dół całkowicie odcina kontrolę nad ciałem. Nie czujesz nóg więc nie ruszysz nimi. Uwierzcie, że się nie da. Podnoszę ciężary i to dość pokaźne, ale swojej nogi ruszyć nie potrafiłam. Ani siłą mięśni, ani siłą woli.

Jeśli nie byliście poddawani zabiegowi możecie nie wiedzieć, bo w Internecie mało jest informacji na ten temat, że przed operacją warto jest na maksa korzystać z toalety. Chodziłam, byłam sprawna i nawet tuż tuż przed zabiegiem poszłam do toalety.

Nie potrzebujesz za często, bo nie masz z czym – nie pijesz i nie jesz od godz. 22 poprzedniego dnia. Ale mimo to, polecam załatwić swoje potrzeby fizjologiczne przed pójściem na stół. Dzięki temu uniknęłam cewnika i innych wspomagaczy takiego typu. Słuchajcie, tak mało się o tym pisze i mówi, a przecież mimo wszystko jest to wiedza bardzo praktyczna, ludzka i pomaga.

Operacja kolana

Do sali operacyjnej nie idzie się w swoim ubraniu, otrzymałam piżamkę: długą koszulę i spodnie do kolan. Było bardzo gorąco więc spodnie zamieniłam na swoją bieliznę. Spodnie są sztywne, nie przepuszczają powietrza (lipiec=upał).

Nikt nie robił żadnych problemów. Mogłam być w swojej bieliźnie i nikomu to nie przeszkadzało. Nawet podczas podawania znieczulenia w kręgosłup. Myślę, że personel medyczny zdaje sobie sprawę, że komfort pacjenta jest bardzo ważny. Lepiej żeby pacjentka miała swoją bieliznę niż wariujące ciśnienie powodowane stresem i wstydem. Zabieg operacyjny dostarcza naprawdę wielu emocji i to wystarcza. Ale tak jak wspomniałam, otaczał mnie opieką zespół medyczny rodem z najlepszych seriali o lekarzach. I to dotyczy zarówno zespołu operującego, jak też ekipy oddziału.

Otrzymałam znieczulenie podpajęczynówkowe. W moim odczuciu nie było to przyjemne i wolałabym w przyszłości unikać takich atrakcji. Źle znoszę igły i iniekcje. Nie chodzi o to, że boli, bo bólu tak naprawdę nie ma. Jedyne co czujesz to rozpieranie, a tego uczucia jeszcze nie znałam. Więcej robią emocje, stres i lęk. Zanim się zorientujesz nie masz czucia w nogach.

Plus znieczulenia podpajęczynówkowego jednak był olbrzymi. Po pierwsze mogłam oglądać operację i być w kontakcie z lekarzami. Po drugie, myślę, że po operacji czuje się mniejszy ból, ponieważ znieczulenie stopniowo mija i do bólu powoli się przyzwyczajamy. Podczas zabiegu traci się poczucie czasu, nie wiesz, ile trwa zabieg, ile czasu już leżysz.

Po operacji kolana

Ze stołu operacyjnego zespół medyczny przeniesie cię na łóżko szpitalne i na nim przewiezie do sali. Po operacji odchodzi stres, emocje opadają i nie wiesz kiedy zasypiasz.

Budzisz się i nie czujesz nóg, nic nie czujesz, to dziwne uczucie, które na szczęścia dość szybko mija. Najlepiej to przespać. Kiedy wróciłam do pełnej świadomości bardziej niż ból czuć głód!

Wtedy można zjeść konia z kopytami, ale uwaga. Pamiętaj, że od pasa w dół nie masz czucia więc lepiej z ucztą zaczekać, aż będziesz mogła chodzić. Wtedy łatwiej skorzystać z toalety.

Mój pobyt w szpitalu trwał cztery dni. Najbardziej dłuży się dzień pierwszy i ostatni, ale da się przetrwać. Bardzo wiele zależy od naszego podejścia do sytuacji, wsparcia najbliższych osób oraz towarzystwa na sali.

Warto cały czas myśleć, że obecny stan, w którym się znajdujesz jest chwilowy, a każdy następny dzień zbliża do zdrowia. W szpitalu słuchałam muzyki, dużo czytałam, z uśmiechem i wyrozumiałością podchodziłam do własnych ograniczeń: jedną kończynę mam niesprawną, ale trzy pozostałe śmigają bez zarzutu.

Jeśli chcesz wiedzieć, co zabrać do szpitala na artroskopię kolana zapraszam Was do wpisu „Co zabrać do szpitala na operację kolana?

W kolejnym wpisie opowiem Wam o moim powrocie do sprawności. Podzielę się postępami, bo do zdrowia i sportu wróciłam w błyskawicznym tempie. Powiem Wam, jak to zrobiłam i co mi pomogło.

Udostępnij

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *